Jest to szczegółowy zapis naszej podróży do USA, w środku której ogłoszony został stan epidemii. Zawiera dużo wskazówek praktycznych, przykładowe ceny, ale jest też odzwierciedleniem naszych uczuć, które zmieniały się jak w kalejdoskopie. Z racji tego, że wydarzenia globalne były bardzo gorące, miało to wpływ na cały wyjazd, który był połączeniem przygody, thrillera, komedii oraz filmu katastroficznego. Podanie cen w artykule ma na celu pokazanie, z jakimi kosztami trzeba się liczyć, jeżeli marzycie o swojej podróży za ocean.

PLANOWANIE PODRÓŻY DO USA

Kiedy w latach 90 ubiegłego stulecia mogłem usiąść na kanapie i usłyszeć prosto z telewizora „Hej, hej, tu NBA!” wiedziałem, że nadszedł ten wyjątkowy czas, w którym będę mógł dotknąć marzeń. Teledyski na Vivie i MTV potęgowały moje myśli o znalezieniu się za oceanem i zobaczenia jak tam jest. Drzemało to we mnie przez wiele lat. A rozbudziło się w momencie zniesienia wiz dla Polaków pod koniec 2019 roku. To chyba teraz, zacznijmy planować nasz wyjazd!

Ci, co mnie znają, to wiedzą, że jestem w gorącej wodzie kąpany, więc planowania jako tako nie było. Byłem po lekturze kilku przewodników po Stanach Zjednoczonych, z zapartym tchem przeczytałem wszystkie książki ekipy Busem przez Świat, która podczas swojej pierwszej podróży do USA, przeznaczała 8 dolarów na osobę dziennie. Miałem takie wewnętrzne przekonanie (nie wiem z czego ono wynikało), że Stany Zjednoczone to kraj miodem i mlekiem płynącym, gdzie życie jest bardzo tanie i można tam zdziałać wszystko!

Gdy tylko dowiedziałem się w połowie stycznia 2020 o promocji PLL LOT o biletach bezpośrednich z Warszawy do Miami, w cenie 2000 zł od osoby z bagażami w dwie strony, to praktycznie w ciągu 30 minut zakupiłem bilety przy użyciu mojej karty kredytowej. Zaraz po tym przyszedł czas na wypełnienie wniosku ESTA, które zostały rozpatrzone bardzo szybko. Koszt naszych wniosków wyniósł 220 zł za 4 osoby.

Następnie zapisałem się na kilka grup podróżniczych na facebooku i czytając o doświadczeniach innych osób, nakreśliłem w głowie, a potem na papierze, nasz plan podróży. Rozpoczynała się ona 06.03 naszym wyjazdem do Warszawy, gdzie postanowiliśmy spędził nocleg w Hotelu Novotel Airport w cenie 233 zł z parkingiem. Chcieliśmy być maksymalnie wypoczęci, dlatego woleliśmy przybyć do stolicy dzień wcześniej, dlatego również zdecydowaliśmy się na lot bezpośredni do Miami, aby jak najszybciej tam dotrzeć, dlatego też wybraliśmy hotel w Miami położony 1.5 mili od lotniska, aby jak najszybciej się w nim znaleźć i jak najmniej odczuć jet lag. Nasz powrót z florydzkiego lotniska miał się odbyć 18.03, z lądowaniem w Warszawie 19.03. Tak wyglądał plan. A plany jak wiecie, najczęściej się nie sprawdzają 🙂

Na cały okres pobytu za granicą, postanowiliśmy zostawić nasz samochód na Parkingu Lider, nie opodal Okęcia w cenie 93 zł za cały okres. Wcześniej jeszcze wykupiliśmy ubezpieczenie podróżne w firmie Warta na kwotę 650000 zł na każdego członka rodziny, w cenie 760 zł za naszą czwórkę.

LOT DO MIAMI 07.03

Wylot naszego dreamlinera planowany był na godzinę 12:05 i faktycznie udało się wystartować o tej godzinie. Taki samolot robi wrażenie, każdy z nas miał do dyspozycji swój multimedialny ekran, na którym można było posłuchać muzyki, obejrzeć najnowsze filmy ( w tym Jojo Rabbit, Parasite, Na noże itd.) 

Dreamliner – nie ma czasu na nudę

Na pokładzie zjedliśmy obiad, który był w cenie biletu. Nasza podróż miała trwać około 11 godzin. W drugiej części filmu Parasite, po jakiś dwóch godzinach w powietrzu, usłyszeliśmy komunikat głosowy od pilota: „Szanowni Państwo! W związku z usterką zaobserwowaną w naszym samolocie, jesteśmy zmuszeni zawrócić w tej chwili do Warszawy, gdzie zostanie dla Państwa podstawiony nowy samolot, którym będziecie Państwo kontynuowali podróż do miejsca docelowego.”

Czy ja dobrze usłyszałem? Chyba tak, bo w samolocie zrobił się niezły młyn i każdy na głos zaczął komentować i ochoczo rozmawiać ze współtowarzyszami podróży. Dwie godziny już minęły, kolejne dwie trzeba wracać i nie wiadomo jak długo trzeba będzie czekać na kolejny samolot. Koło Agnieszki siedział ojciec naszego pilota, który od kilku lat zawsze lata z synem i powiedział, że pierwszy raz spotyka go taka sytuacja. Powiedział również, że samolot będzie musiał jeszcze zrzucić paliwo, bo jest za ciężki aby wylądować. No trudno, staraliśmy się nie denerwować i myśleliśmy pozytywnie, mają nadzieję, że owa usterka pozwoli nam bezpiecznie wylądować na lotnisku Chopena. Około 16:30 znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. PLL LOT zaprosił nas na darmowe kanapki i wodę. Na telewizorach pojawił się komunikat, że kolejny samolot wystartuje o godzinie 18:05.

DRUGI LOT DO MIAMI 07.03

Przed 19:00 drugi dreamliner wystartował. W międzyczasie zacząłem badać temat ewentualnego odszkodowania za opóźniony lot. Nie po to dokonałem wszelkich starań, aby nasza podróż przebiegła jak najbardziej sprawnie i była jak najkrótsza, żeby ten temat odpuścić łatwo. W przypadku lotów międzykontynentalnych opóźnionych o ponad 4 godziny, przysługuje Ci prawo do odszkodowania w wysokości maksymalnej do 600 EUR lub zwrot pieniędzy za bilet.

Na lotnisku w Miami, tuż po godzinie 23:00 lokalnego czasu, przyszedł czas na odprawę z urzędnikiem. W kolejce staliśmy około 45 minut. Przed okienkiem stały banery informujące, że wwożenie owoców, warzyw oraz mięsa jest zabronione. Urzędnik, który okazał się policjantem, zadał nam kilka pytań: Ile mamy pieniędzy, czym zajmujemy się w Polsce, czy w ciągu ostatnich 14 dni byliśmy za granicą? Czy spotkaliśmy się z osobą, która była chora? Dla nas znających język angielski, odpowiedzi nie były trudne, ale kilka osób przed nami, które niestety nie władały obcym dialektem, czuło się zestresowanym. Wszyscy jednak zostali przepuszczeni na teren Stanów Zjednoczonych, z miłym pozdrowieniem: „Have a nice stay in United States!”

Po odebraniu bagaży i udaniu się do wyjścia, zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy skorzystać z shuttle bus, który był zapewniony przez nasz hotel, ponieważ kursował on tylko do godziny 23:00. Kiedy usłyszeliśmy „taxi, taxi!”, zdecydowaliśmy się skorzystać z usługi nieoznaczonego taksówkarza, który zawiózł nas wspomniane wcześniej 1.5 mili i skasował za to 20 dolarów.

DZIEŃ PIERWSZY 08.03 (LITTLE HAVANA, WYNWOOD, DOWNTOWN)

Nasz hotel to Hampton Inn Miami East Airport, za który zapłaciliśmy 552 dolary za 3 noce ze śniadaniami. Bardzo fajny, nowoczesny hotel, z wygodnymi łóżkami i pachnącą pościelą. Rano udaliśmy się na śniadanie. Dzieci były bardzo zadowolone, kiedy zobaczyły maszynę do robienia gofrów. Ja zauważyłem za to, że jedyne co mogę skonsumować to tosty, posmarowane serkiem Philadephia i sałatka z owoców. Dla osób mocniej zainteresowanych serwowaniem śniadań w USA, od razu powiem, że ani razu nie było żadnych warzyw do wyboru, szynki, ani nie było możliwości zrobienia sobie herbaty.

Na śniadaniu wpadliśmy na pomysł, że rozpoczniemy zwiedzanie słonecznego miasta, korzystając z autobusów Hop on, hop off, których działanie znaliśmy już z Londynu. Bilet dwudniowy dla czterech osób, dodatkowo z rejsem statkiem po oceanie, kosztował nas 208 dolarów za cztery osoby. Oszczędziliśmy około 50 dolarów, decydując się na zakup przez internet. Aplikacja Big Bus Tours wskazywała, że najbliższy przystanek położony jest od naszego hotelu jakieś 3.5 mili. Nasza rodzina bardzo lubi spacerować, więc zdecydowaliśmy się na prawie dwugodzinny spacer do dzielnicy Little Havana. Oczywiście, to był błąd. Okazało się, że nasz spacer prowadził przez tereny przemysłowe, gdzie prawie każda firma zajmowała się mieleniem metalu na części pierwsze, chodników brak, a krajobrazu do podziwiania żadnego. Resztkami sił dotarliśmy do uroczej dzielnicy, w której można poczuć się jak na Kubie, gdzie mieszkańcami są wyłącznie latynosi. Zanim nadjechał autobus z otwartym dachem, udaliśmy się jeszcze do Mcdonalda, który o dziwo, zaskoczył nas czystością. Za dwie kawy i dwa lody zapłaciliśmy 13 dolarów.

Little Havana – poczuj się jak na Kubie
Little Havana

Tego dnia pogoda była taka sobie, lekko kropiło, było około 20 stopni Celsjusza, ale też wietrznie. W otwartym autobusie prawie urywało głowę. Postanowiliśmy nie wysiadać przy Miami Beach, ponieważ tam mieliśmy zabukowane trzy ostatnie noclegi i woleliśmy pozwiedzać atrakcje, których być może nie będziemy mieć już okazji z bliska zobaczyć. Na pierwszy ogień wzięliśmy Wynwood, czyli dzielnicę tętniącą życiem dzielnicę artystów, gdzie prawie każdy budynek miał swoją malowniczą historię, pełno było galerii i wystaw, a także ciekawych samochodów. Samo zobaczcie:

Wynwood
Wynwood
Wynwood

Następnie udaliśmy się centrum Miami. O godzinie 15:30 miał się odbyć mecz pomiędzy Los Angeles Lakers i Los Angeles Clippers. Nie wyobrażałem sobie go nie zobaczyć, pijąc piwo w amerykańskim barze. Za nawigację służył na drugi telefon, do którego włożyłem kartę SIM z 12 GB internetu, którą zakupiłem jeszcze w Polsce, za pośrednictwem strony www.simglob.com, w cenie 250 zł. To rozwiązanie sprawdziło się znakomicie. Na bieżąco mogliśmy korzystać z neta, nie zważając na to czy jest WIFI w pobliżu, czy go nie ma. Notabene, punktów z dostępem do WIFI jest mnóstwo (przynajmniej na Florydzie), więc gdybym miał decydować drugi raz, to zapewne kupiłbym taką kartę SIM z mniejszą ilością GB na koncie.

Na mecz udaliśmy się do baru Black Market (https://blackmarketmia.com/menu/) Wielki ekran i około 10 innych telewizorów, pozwalało na swobodne oglądanie meczu, niezależnie od miejsca, które zajmiesz. Jednakże, najtańsze piwo kosztowało 6 dolarów i w sumie za trzy piwo i kila przekąsek zapłaciliśmy 58 dolarów. Lakersi wygrali, to najważniejsze!

Autobusem wróciliśmy do Little Havana, a stamtąd korzystając z aplikacji Lyft, która jest odpowiednikiem Ubera, pojechaliśmy do naszego hotelu płacąc taksówkarzowi 11 dolarów.

Aplikacja Lyft jest bardzo fajnym rozwiązaniem. Czas oczekiwania na auto nie wyniósł nigdy więcej niż dwie minuty. Ceny nie są wygórowane, natomiast możecie mieć problem z komunikacją w języku angielskim. Bo tak jest właśnie w Miami, że jest to rejon, gdzie język hiszpański jest bardziej popularny niż angielski.

W hotelu skontaktowałem się z firmą Aircompensa, której wystawiłem pełnomocnictwo do reprezentowania nas przeciwko PLL Lot w związku z opóźnieniem samolotu. (https://aircompensa.com/)

DZIEŃ DRUGI 09.03 ( REJS STATKIEM, SOUTH BEACH, BAYSIDE MARKETPLACE)

Nie mogliśmy się do końca przestawić godzinowo, chodziliśmy więc spać około godziny 21:00 czasu lokalnego, a wstawaliśmy krótko przed godziną 6:00 rano. Najczęściej przed godziną 8:00 byliśmy już gotowi eksplorować kolejne zakątki Miami, ale musieliśmy czekać na otwarcie atrakcji 😊. Pierwszy autobus hop on, hop off startował z Little Havana o godzinie 10:26, więc mieliśmy z rana trochę więcej czasu niż potrzebowaliśmy. Nasz drugi dzień rozpoczęliśmy od rejsu stateczkiem wokół wysepek położonych przy Miami i przy samym wybrzeżu największego Miasta „sunshine state”. Bardzo ciekawe doświadczenie. Nasz przewodnik opowiadał interesujące historie na przemian w języku angielskim i hiszpańskim. Mieliśmy okazję zobaczyć z perspektywy pokładu były dom Julio Iglesiasa, obecny dom Puff Daddy’iego czy Glorii Estefan. Dowiedzieliśmy się, że średnio te domy kosztują 24 miliony dolarów. Po drodze minęliśmy kilka ogromnych statków typu cruise.

Wieżowce w Miami
Norwegian Encore – cruise line
Trwa ładowanie suwnicą kontenerów

Po rejsie pospacerowaliśmy trochę po okolicy portu, bardzo chcieliśmy zobaczyć z bliska halę Miami Heat, odwiedziliśmy również sklep stacjonarny tej koszykarskiej drużyny.

American Airlines Arena

W końcu nadszedł czas, aby zobaczyć z bliska South Beach Miami, czyli najbardziej rozrywkową część miasta. Piękne plaże, mnóstwo ludzi, unoszący się wszędzie zapach marihuany w powietrzu, wszechobecna Policja…czuliśmy się, jakbyśmy byli na jakimś kampusie. Przy wejściu na plażę, zostaliśmy skontrolowani przez policjanta, który szukał u nas alkoholu i marihuany. Potem dowiedzieliśmy się, że akurat jest Spring Break, czyli przerwa studencka i dlatego taki natłok młodych ludzi pojawił się w najbardziej rozrywkowej części Miami.

Miami Beach

Końcówka dnia spędziliśmy stojąc w korku, próbując wydostać się z Miami Beach w stronę naszego hotelu. Zmęczeni, lecz bardzo szczęśliwi dotarliśmy w końcu rejon naszego tymczasowego miejsca zamieszkania.

DZIEŃ TRZECI 10.03 (PALM BEACH, COCOA BEACH)

Tak jak wspomniałem wcześniej, nasza podróż była zaplanowana. Tego dnia, mieliśmy wypożyczyć auto z lotniska, pojechać nim do Palm Beach, a następnie do hotelu na Cocoa Beach.

Z samego rana, zamówiłem taksówkę z Lyft, aby podwiozła mnie na lotnisko, gdzie miałem wypożyczyć auto z firmy Alamo na cały kolejny tydzień. Wypożyczenie auta ze wszystkimi możliwymi dodatkami, zabezpieczającymi mnie w razie uszkodzenia auta, miało mnie kosztować 331 dolarów, za auto typu Ford Focus lub podobne.

O godzinie 8:30 podjechała Gloria, Pani w podeszłym wieku, która nie umiała mówić po angielsku wcale. W milczeniu więc jechaliśmy całą drogę, która notabene miała trwać 6 minut. Niestety, Gloria nie potrafiła sobie poradzić z wyzwaniem i na lotnisku byliśmy po 50 minutach! Dobrze, że nie śpieszyliśmy się na samolot, bo chyba bym zaliczył zgon w tym samochodzie z nerwów.

W Alamo spotkała mnie bardzo miła niespodzianka, ponieważ mogłem wybrać jakikolwiek samochód, który stał w alejce nr 2. A były tam Hyundai Elantry, VW Jetty oraz jeden siedmiomiejscowy i olbrzymi Dodge Caravan. Byłem przekonany, że ten Dodge został tam omyłkowy postawiony, więc poszedłem do okienka się dopytać. Ale nie, wszystko w porządku. Zatem wybór padł na Dodge’a!

„Nasz” Dodge Caravan

Ruszyliśmy nim w stronę północnej Florydy, a dokładnie naszym celem było Palm Beach. Owszem, stały tam piękne domy, jednakże mocny wiatr i deszcz uniemożliwił nam bliższe zwiedzanie okolicy, a tym bardziej plaży. Nie przejęliśmy się tym niepowodzeniem i postanowiliśmy namierzyć Walmarta, czyli jeden z największych sklepów, gdzie można kupić wszystko. Jak się okazało prawie wszystko, bo butelki Whiskey nie znalazłem. Okazuje się, w Stanach alkohol grubszego kalibru kupuje się w tak zwanych Liquor store. W Walmarcie kupiliśmy kilka pierdół, trochę chipsów, zapas wody mineralnej, owoce i rachunek przekroczył 70 dolarów.

Cocoa Beach

Mieliśmy około 140 mil do naszego miejsca docelowego, więc ruszyliśmy w dalszą trasę. Popołudniem zameldowaliśmy się w La Quinta Inn by Wyndham Cocoa Beach-Port Canaveral, niewielkim hoteliku założonym przez byłych amerykańskich astronautów. Cocoa Beach to raj dla surferów, w końcu poczuliśmy taką prawdziwą Amerykę, luz, ogromne przestrzenie i wakacyjny nastrój.

Obok naszego hotelu, odkryliśmy Dunkin ‘Donuts, czyli sieciówkę z pączkami i postanowiliśmy sprawdzić, czy amerykańskie pączki są lepsze niż polskie. Nie bójcie się, nie są! Za 6 pączków zapłaciliśmy 6 dolarów.

DZIEŃ CZWARTY 11.03 (KENNEDY SPACE CENTER)          

Dwudniowy pobyt w hotelu na Cocoa Beach kosztował nas 342 dolary. W cenie śniadania, czyli gofry i serek Philadelphia 😊 Z rana ruszyliśmy do Kennedy Space Center, czyli centrum kontroli lotów kosmicznych NASA, a może inaczej, centrum uruchamiania lotów kosmicznych, bo centrum dowodzenia znajduje się w Houston. Jak zwykle byliśmy pierwsi. Przed wejściem wysłuchaliśmy hymnu amerykańskiego, który zabrzmiał przed otwarciem głównego wejścia. Koszt biletów dla naszej rodziny wyniósł 240 dolarów. Miejsce świetne do zwiedzania, niezależnie czy interesujecie się NASA, lotami kosmicznymi czy nie. Na własnej skórze przeżyliśmy symulację startu rakiety, szczegółowo obejrzeliśmy materiały związane z misjami Gemini 9, Apollo 7, Apollo 8, Apollo 11, Atlantis, czy nowymi projektami Artemis. Nie nudziliśmy się ani przez chwilę podczas 6 godzinnego pobytu.

Kennedy Space Center
Kawałek księżyca na ziemi
Byliśmy przygotowani koszulkowo

Zmęczeni i głodni, na koniec dnia udaliśmy się do sieci Taco Bell, który serwuje meksykańskie jedzenie. Jakość tego fast fooda pozostawia wiele do życzenia, ale brzuchy były pełne. Wieczorem chillowaliśmy się przy hotelowym basenie, ciesząc się, że możemy spełniać nasze marzenia.

DZIEŃ CZWARTY 11.03, GODZINA 21:00 (WYSTĄPIENIE DONALDA TRUMPA)

Wakacyjny nastrój skończył się wraz z wystąpieniem Donalda Trumpa, transmitowanym na żywo przez wszystkie telewizje w USA, w którym to prezydent zamknął możliwość wjechania do Stanów Zjednoczonych wszystkim Europejczykom (oprócz obywateli UK) od nadchodzącego weekendu. Wystąpienie trwało nie dłużej niż 5 minut, ale zmieniło ono wszystko. W tym samym momencie dowiedziałem się, ze koszykarze Utah Jazz i Oklahomy City Thunder w lidze NBA, zeszli z parkietu z powodu wykrycia koronawirusa u jednego z graczy Utah. Przeczytałem też, że zarażony jest Tom Hanks. Wiedziałem, że sytuacja robi się poważna i że z godziny na godzinę będzie jeszcze gorzej. Co niektórzy w Polsce starali się mnie pocieszać: „Przecież Trump zamknął granicę wjazdu, a nie wyjazdu” – mówili. Helloł! Samoloty nie latają w jedną stronę. Była godzina 22:00, czyli w Polsce 3:00 w nocy. Jak wiecie, o tej porze już dawno spaliśmy, a teraz musieliśmy wytężyć nasze umysły na 100%, aby coś wymyślić.

Zaczęliśmy z Agą rozważać… przecież mamy samolot powrotny na 18.03. No tak, jeszcze mamy. Ale przeczucie mówiło nam, że on nie wyleci. Przecież to samoloty rejsowe, musiałby na nas czekać od piątku do środy. Może PLL LOT podstawią samolot innej linii? Też takie rozwiązanie wchodziło w rachubę. Wiedzieliśmy już, że nie spełnimy największego marzenia mojego i Mikołaja – nie obejrzymy meczu NBA. Mieliśmy bilety na mecz dnia następnego Orlando Magic  – Chicago Bulls, ale sezon właśnie został zawieszony. Agnieszka ma też rodzinę w Chicago, mieliśmy możliwość ulokowania się u wujka i cioci w wietrznym mieście, ale to przecież ponad 2000 km od miejsca naszego pobytu! Najbardziej zaczęliśmy się martwić, o to, że to my możemy się zarazić od kogoś wirusem. Zostaniemy poddani leczeniu, kwarantannie…ale czy nasze ubezpieczenie to pokryje? Co z naszymi dziećmi? Zostałyby zabrane nie wiadomo gdzie i przeżyłyby największą traumę w swoim życiu. Nie mogliśmy pozwolić na taki scenariusz. Nie zważając na nic, tylko na chęć jak najszybszego powrotu do Polski, zaczęliśmy dzwonić na infolinię PLL LOT, próbując uzyskać jakąkolwiek informację. Bezskutecznie. OK, szukamy lotu zastępczego. Lot na piątek z Miami do Warszawy 17000 zł (siedemnaście tysięcy, lol) od osoby. Tyle nie mamy. Szukamy dalej. Poprzez www.skyscanner.pl znajdujemy lot do Warszawy z przesiadką w Rosji. O Panie! Jak tam ugrzęźniemy, to koniec. Szukamy dalej…Lot Virgin Atlantic z Miami do Londynu, za 6100 zł za naszą rodzinę…bierzemy! Następnie naszymi kochanymi liniami PLL LOT z Heathrow do Warszawy za jedyne 1600 zł…bierzemy! Dokonuję rezerwacji skrajnie wyczerpany emocjonalnie, w stanie paniki.

DZIEŃ PIĄTY 12.03 (ORLANDO, GATORLAND, DISNEYSPRINGS, NBA EXPERIENCE)

W grobowych nastrojach ruszamy w stronę Orlando, tam mamy też zaklepany nocleg i wykupione bilety do Gatorlandu, parku z aligatorami, za które zapłaciliśmy 88 dolarów. Jak zwykle jesteśmy pierwsi. Spędzamy w nim dwie godziny, obserwując życie dzikich zwierząt.

Następnie udajemy się pod halę Orlando Magic, gdzie próbujemy odzyskać pieniądze za odwołany mecz, ale nie udaje się nam ta operacja. W niewielkim sklepie w hali Orlando, na pocieszenie kupujemy spodenki koszykarskie dla Mikołaja…                                                                                                                                                                         

Gatorland
Flamingi w Gatorland
Przed halą Orlando Magic

Jeżeli w tym momencie zadajecie sobie pytanie czy w Stanach Zjednoczonych odczuwalny był koronawirus, to musicie wiedzieć, że nie. Nikt nie panikował, nikt nie nosił maseczek ani rękawiczek ochronnych. Wszędzie natomiast dostępne były Hand Sanitizery, gdzie można było oczyścić ręce z zarazków. Amerykanie zdawali sobie najwidoczniej sprawę z zagrożenia, nie panikując jednak w sytuacji w której się znaleźli. My myliśmy ręce średnio co 15 minut, uważając kto idzie za nami, przed nami i czy przypadkiem nie ma jakiś objawów choroby.

Postanowiliśmy w jakiś sposób zrekompensować sobie odwołanie meczu NBA i pojechaliśmy do wioski Disney, Disney Springs, gdzie była cała masa sklepów i restauracji. Ale także nowa atrakcja Disney’a, czyli NBA Experience. To gratka dla każdego fana NBA, gdzie można się sprawdzić w kilku fajnych konkurencjach koszykarskich i poczuć ducha najlepszej ligi świata. Mikołaj był zachwycony. Za dwa bilety zapłaciliśmy 69 dolarów.

Przed wjazdem do świata Disneya
NBA Experience

Kolejna wizyta w Taco Bell, bo było nam już wszystko jedno co jemy. W międzyczasie otrzymujemy maila z PLL LOT, że nasz samolot będzie startował z Chicago, a nie z Miami dnia 18.03. Żart? Gdybyśmy nie mieli wykupionej opcji alternatywnej, mielibyśmy się przemieścić 2000 km na własny koszt, aby móc wrócić do Polski. Pomyśleliśmy sobie w tym momencie, że przynajmniej mamy jakąś drugą opcję powrotu do kraju, gdyby nie udało nam się wsiąść do samolotu Virgin Atlantic.

Wieczorem zameldowaliśmy się w hotelu Quality Inn & Suites Downtown Orlando, który okazał się mało urokliwą speluną za 111 dolarów za noc. W pokoju śmierdziało petami, podłoga była tak brudna, że aż lepka, a dwie pary drzwi dalej trwała dwugodzinna awantura. Czekałem tylko, aż ktoś do kogoś wystrzeli z broni…

W trakcie tej awantury uświadomiłem sobie jedną rzecz… w trakcie rezerwacji lotów do Londynu i tego drugiego z Londynu do Warszawy, zapomniałem wpisać drugiego nazwiska Agnieszki do rezerwacji. Autentycznie opadłem z sił. Stwierdziłem, że jeżeli przez ten przypadek, Aga nie wsiądzie do samolotu, to ja sobie nigdy tego nie wybaczę. Popłynęły łzy. Znów łapię za telefon i dzwonię do Virgin i do Lotu, jak zwykle bezskutecznie. Pomyślałem sobie, że być może ludzkość ma większe problemy niż brak drugiego nazwiska na bilecie.

DZIEŃ SZÓSTY 13.03 (POWRÓT DO MIAMI, CORAL GABLES, DOLPHIN MALL)

Z hotelu uciekliśmy, jak jeszcze było ciemno. Przed południem byliśmy już w Miami. Temperatura sięgała 31 stopni. Był piątek, trzynastego. Nie chcieliśmy kusić losu i oddalać się daleko od lotniska, dlatego zdecydowaliśmy się pojechać do dzielnicy Coral Gables, gdzie bardzo nam się podobało i gdzie spędziliśmy czas, spacerując około dwie godziny.

Spacer po Coral Gables

Następnie podjechaliśmy na pobliski basen Venetian Pool, zobaczyć jak wygląda z bliska słynny basen w zupełnie innym stylu niż nasze baseny. No i był zupełnie inny! Przede wszystkim był bez wody i zamknięty!

Nieczynny basen Venetian Pool

Mając jeszcze kilka godzin wolnego czasu, pojechaliśmy do outletu Dolphin Mall, gdzie na ogromnej powierzchni można było znaleźć setki sklepów. My odwiedziliśmy raptem kilka, Nike, Adidas oraz Converse. Udało mi się zakupić trampki Converse ze wzorem Batmana w cenie 54 dolarów.

Bohaterskie trampki

Nasze kolejne dni, mieliśmy spędzić w zachodniej części Florydy, między innymi spędzając dwie noce w Sarasocie oraz odwiedzając Sanibel Island. Końcówkę urlopu mieliśmy spędzić na South Beach w Miami, typowo już relaksując się na basenie i plaży. Napisałem maila do hoteli w Sarasocie oraz w Miami, z informacją, że z racji stanu wyjątkowego odmawiamy rezerwację, jednocześnie prosząc o zwrot kwoty zapłaconej (były to oferty bezzwrotowe, ale zawsze warto spróbować zwłaszcza w takich, a nie innych okolicznościach.  Hotel Knights Inn Sarasota Bradenton Airport od razu odpisał, że opłata zostanie zwrócona w całości, za co bardzo dziękuję. Natomiast Hotel Generator Miami South Beach nie odpisał do tej pory.

Udaliśmy się na lotnisko, drogę znałem na pamięć, jeździłem kilka dni wcześniej 50 minut z Glorią wokół lotniska kilka razy 😊 Oddaliśmy Dogde’a do wypożyczalni. Pani nie była zdziwiona, że oddajemy auto wcześniej, od razu kazała się skierować do punktu Alamo, po zwrot pieniędzy za niewykorzystany okres. To bardzo ładny gest z ich strony. Nie wiem jak inne firmy się zachowały w takim momencie, ale Alamo pokazało klasę. Na lotnisku bolał mnie brzuch, denerwowałem się, że możemy mieć problem z uzyskaniem biletów na lot do Londynu w związku z brakiem nazwiska Agnieszki na rezerwacji. Był piątek wieczór, trzynastego. Właśnie się dowiedzieliśmy, że premier Morawiecki zamyka polskie granice od niedzieli, a każdy kto znajdzie się na terenie Polski od niedzieli zostanie poddany obowiązkowej kwarantannie. Doszło do nas, że PLL LOT nie wylecą 18.03 ani z Miami, ani z Chicago…Cóż za fart, cóż za szczęście! Podjęliśmy jedną z najważniejszych decyzji w życiu i być może uda nam się wrócić do domu.

Kiedy staliśmy w kolejce do kontroli bezpieczeństwa, mieliśmy bilety na upragniony lot, stała się rzecz jednocześnie zabawna i straszna. Pamiętacie zapas wody z Walmarta? Mieliśmy kilka małych butelek przy sobie i stojąc w kolejce postanowiliśmy je wypić. Nasz mały Mikołaj przechylił butlę i wypił na raz pół litra wody. Po dwóch minutach ogłosił, że zaraz zwymiotuje i pęka mu żołądek. Kulił się, miał łzy w oczach i bekał. Wiecie co by się stało, gdyby puścił pawia w wielkiej kolejce w obliczu paniki koronawirusa? To były naprawdę gorące 4 minuty…

DZIEŃ SZÓSTY 13.03 (LOT MIAMI – LONDYN HEATHROW)

Lot brytyjskimi liniami odbył się punktualnie. Podczas lotu podano nam dwa posiłki. Nikt z pasażerów nie nosił na sobie masek, ani rękawiczek. Nikt załogi również nie był wyposażony w lekarskie atrybuty. Wylądowaliśmy na Heathrow 14.03 o godzinie 7:05 lokalnego czasu.

DZIEŃ SIÓDMY 14.03 (LOT LONDYN – WARSZAWA I POWRÓT DO DOMU)

O 10:25 planowany był nasz wylot do Warszawy. Wielka Brytania nie jest już w Unii Europejskiej, musieliśmy więc przejść kontrolę paszportową, odebrać bagaże i udać się do innego terminalu, gdzie startować miał samolot LOT-u. Kontrola paszportowa przebiegła sprawnie, kilka pytań o nasz pobyt w USA, poza tym bez większego zainteresowania naszymi postaciami. Odprawa na lot do Polski miała miejsce około godziny 9:00. Czekaliśmy więc pod wyznaczoną bramką na nasz samolot. O godzinie 10:15, czyli 10 minut przed planowanym odlotem, otrzymaliśmy informację, że lot jest opóźniony z powodu czyszczenia maszyny. O godzinie 11:30 nastąpiła kolejna informacja głosowa, w której dowiedzieliśmy się, ze lot jest opóźniony ze względów operacyjnych i że nie wiadomo jak długo to potrwa, ale samolot na pewno wyleci, bo jest to ostatni przewidziany samolot do Warszawy. O godzinie 13:15 zostaliśmy w końcu przewiezieni autobusem pod samolot. Przy kierowcy autobusu stała odgrodzona od nas taśmą młoda dziewczyna w maseczce. Została wyprowadzona jako jedyna z autobusu i wprowadzona do Boeinga. Po 5 minutach pozostali pasażerowie opuścili autobus.. Cała załoga samolotu, w tym piloci – w maseczkach i rękawiczkach. Około godziny 14:00 środek transportu był niby gotowy do drogi, a tu nagle dwie stewardessy podchodzą do wspomnianej wcześniej dziewczyny w maseczce i w języku angielskim kazały jej wysiąść. Dziewczyna chwyciła plecak i wyszła. Kim była ta tajemnicza osoba? O co chodziło w tej sytuacji? Czy samolot był opóźniony z jej powodu? Tego nie wiem. Wystartowaliśmy zaraz po tym incydencie. Po godzinie stewardessy rozdały wszystkich pasażerom karty informacyjne, w których trzeba było podać miejsce stałego pobytu, kierunek z którego się wracało itd. Po wypełnieniu ankiet, stewardessy zaczęły wszystkim pasażerom…mierzyć temperaturę bezdotykowym termometrem 😊. Ja miałem chyba najlepszy wynik w samolocie, bo 36.2 stopni Celsjusza. Nikt z moich członków rodziny nie miał więcej niż 36.7 stopni Celsjusza.

Lot Londyn – Warszawa

Po wylądowaniu mieliśmy pozostać na swoich miejscach. Coś się święci – pomyślałem. No i faktycznie, za chwilę kilku umundurowanych żołnierzy wkroczyło do samolotu, zaczęło zbierać wypełnione kwestionariusze i wyrywkowo mierzyć temperaturę niektórym pasażerom.

Wojsko w samolocie

Odebraliśmy bagaże z lotniska, które w tym momencie było już praktycznie puste. Następnie udaliśmy się po nasze auto i pojechaliśmy prosto do domu. Własna kanapa okazała się najlepszym co mogło nas spotkać w tym momencie.

Podsumowując całą historię, to jestem mega z siebie zadowolony, że udało mi się podjąć bardzo trudną, ale jakże istotną decyzję w krytycznym momencie. Dzięki niej jesteśmy w domu, a nie w obcym kraju, bez konkretnego terminu powrotu.

Będąc osobą odpowiedzialną, nie ruszam się z domu bez potrzeby. Apeluję do Was o podobne zachowanie. Mam również nadzieję, że ten tekst przyda się osobom planującym swój wyjazd do USA za jakiś czas, kiedy sytuacja się unormuje. Bo Stany Zjednoczone nie są krainą mlekiem, ani miodem płynącą, tym bardziej tanią, ale na pewno są krainą wartą odwiedzenia.

P.S. 15.03 PLL LOT skontaktowały się ze mną telefonicznie, poinformowałem, że jestem już w Polsce i nie potrzebujemy pomocy z ich strony.

Jeżeli ktoś z Was ma więcej pytań dotyczących USA, czy innych pytań związanych z tym tekstem, zapraszam do zadawania ich mailowo: djglosny@gmail.com

Bardzo lubię pisać. To taka praca na żywym organizmie. Uczy kreatywności, samodyscypliny i rozwija niektóre zmysły! 😊 Zatem, postanowiłem Wam przybliżyć jak wyglądał z mojej perspektywy rok 2019, a trochę się w nim działo!

Styczeń

Pierwszy miesiąc roku, to taki czas, w którym staram się skupić nad poprawieniem pewnych elementów mojej oferty. Nie ma za dużo do roboty, jest więc czas, żeby spokojnie się zastanowić i poplanować pewne sprawy. Wówczas przychodzą pomysły na nowe zabawy, aktualizuje się moja strona www oraz oferta w pdf. Zakupiłem też nowe oświetlenie (Chauvet Intimidator Hybrid 140sr) oraz odebrałem stół djski drewniany pod moje nowe stanowisko. Styczeń, to też czas, aby zaplanować krótkie wakacje i wykupić odpowiednie wycieczki na pozostałą część roku. No i co najważniejsze, najczęściej wypadają wówczas zimowe ferie, a to oznacza dwutygodniowy reset z moją rodzinką, z dala od polskiego zimna. Akurat w tym roku padło na Teneryfę i był to idealnie spędzony czas. W międzyczasie poprowadziłem wesele Oli i Bartka i było to bardzo fajne rozpoczęcie sezonu weselnego.

Teneryfa 2019

Luty

Nastał karnawał i zawsze kilka imprez takiego typu wkrada się do mojego kalendarza. Jedna szczególnie zapadła mi w pamięć, ponieważ była to impreza charytatywna. Wszyscy wystąpiliśmy w przebraniach ( ja jako Duffman z Simpsonów), a bawiliśmy się w urokliwej Stodole. ( http://stodolaolobok.pl/) Jednakże najważniejszym punktem lutego było wesele Kasii i Arka. Wesele typu slow wedding, z muzyką daleką od chodnikowych hitów i bardzo stylowe. Fociła wówczas Nikola Baron ( https://www.nikolabaron.com) i kilka fotek z tego przyjęcia możecie obejrzeć poniżej. W lutym, krystalizował się również termin najbardziej istotnej sesji foto i video dla mojego teamu Głośny Wedding Team. Miałem już wybrane miejsce, fotografkę i ekipę video. Znalazłem również czas, aby wziąć udział w alternatywnych Targach Ślubnych w Katowicach; Silesia Wedding Day ( https://silesiaweddingday.pl/ ), gdzie spotkałem mnóstwo wspaniałych firm z naszej branży.

Foto by Nikola Baron
Foto by Nikola Baron
Foto by Bernard Łętowski

                                                                                            

  Marzec

Przeurocze wesele Doroty i Tomka otwierało tak naprawdę ten zimny jak dobrze pamiętam, miesiąc nr trzy roku 2019. Kilka fotek z tej uroczystości możecie obejrzeć poniżej. Udało się również zabawiać międzynarodowych Gości Zuzanny i Victora. Marzec to również czas, kiedy wraz z DJ Jegomość ( https://thejegomosc.pl/) szkolimy innych djów z całej Polski z zakresu poprawy wizerunku medialnego, nabrania pewności siebie i innych marketingowych spraw. Więcej o tym moim przedsięwzięciu możecie poczytać na stronie www.szkoleniadj.pl

Foto by www.atelier-studiofoto.pl

Foto by www.atelier-studiofoto.pl

                                                                                          

    Kwiecień

We Frankurcie odbywały się wówczas targi Prolight and Sound, na których nie mogło mnie zabraknąć. Jeśli chce się wyznaczać trendy w branży i być zawsze na czasie lub przed nim, to trzeba wiedzieć, co w trawie piszczy 😊 Ja i kilku kolegów DJ’ów przez dwa dni przyglądaliśmy się nowościom, które za kilka miesięcy miały dopiero pojawić się na ogólnie dostępnym rynku. We Frankfurcie zakupiłem także oświetlenie retro, które miało być uzupełnieniem mojego nowego stanowiska w stylu rustykalnym. Zaraz po powrocie, nastał czas na sesję, o której wspominałem wcześniej. Pałac Konary( http://palackonary.pl/) , Paulina Pietraszkiewicz ( https://www.pietraszkiewicz.com/ ) oraz ekipa Lowmi (https://www.lowmi.pl/) towarzyszyła nam przez cały dzień, realizując materiały promocyjne mojego „dziecka”, czyli Głośny Wedding Team. Siedmiu djów, kilku konferansjerów i wiele usług dodatkowych i to wszystko na mojej głowie! Lubię to! Był też czas, aby omówić pewne sprawy w naszej drużynie, napić się drinka i pośmiać się we własnym towarzystwie. Dzięki chłopaki!

Nie obyło się też bez wesela…i to jakiego wesela! Karolina i Kamil! No po prostu przemili ludzie, z którymi mam kontakt cały czas i jestem już zatrudniony na ich kolejną, tym razem urodzinową imprezę w 2022 roku! Fotkę z naszej drużynowej sesji możecie obejrzeć poniżej.

Foto by Paulina Pietraszkiewicz

Maj

Maj to już prawdziwa jazda bez trzymanki! Najpierw moje urodziny. Urządziłem huczną imprezę dla 44 osób, z najlepszym DJem klubowym w Polsce Kubą Królem. (https://djkubakrol.pl/) To był totalny szał i mogę tylko pozazdrościć sobie tak wspaniałej ekipy 😊

Zaraz potem świetne wesele Zuzy i Konrada, w przepięknym Szybie Bończyk. ( https://www.szybbonczyk.pl/ ) Spotkałem tam chyba najmilszy duet fotografów, z jakim miałem przyjemność pracować, czyli Pytlik i Bąk ( https://pytlikbak.pl/ ) . Zobaczcie kilka fotek w ich wykonaniu. Zaraz potem wesele polsko-fińskie Anny i Emila, Mileny i Piotra, a także komunia mojego syna Mikołaja. Tak ważna uroczystość bez zmrużenia oka? Oczywiście, dałem radę!

Następnie wesele Małgosi i Piotra, polsko niemieckie Kasi i Wernera, Anny i Michała, Izawetty i Artura, Wioletty i Piotra, Magdy i Szymona… Co ciekawe, udało się jeszcze wyrwać z moją małżonką na 4 dni do słonecznej Malagi!

Foto by Pytlik@Bąk
Foto by Pytlik&Bąk
Aga, małżonka w Maladze 🙂

Czerwiec

Nie próżnowałem 😊 Już w dzień dziecka, „bawiłem” Gości Agaty i Adama w moim ulubionym namiocie Hotelu Wodnik ( https://www.wodnik-hotel.pl/) . Tam zawsze pyszne jedzenie i miła obsługa 😊 Wesele Agaty i Adama można nazwać jedynie petardą, bo żadne inne słowo nie pasuje. Kilka fotek poniżej Time to Wedding https://timetowedding.com.pl/) stara się zobrazować ten „wystrzał energii”. Następnie przyjęcie weselne Grażyny i Pawła, wyjazd do zjawiskowego Hotelu Monopol w Katowicach ( https://monopolkatowice.hotel.com.pl/hotel-monopol-katowice ) na wesele Oli i Artura i powrót do niemniej fajnego Dworzyska w Szczawnie Zdroju ( https://dworzysko.pl/)  Ola i Artur urządzili wesele w stylu glamour, które było jednym z najpiękniejszych pod względem wizualnym w sezonie 2019. A u Kasi i Nielsa, impreza tak się rozkręciła, że aż ja się nie spodziewałem. Była ze mną wówczas chyba najbardziej sympatyczna fotografka Justyna Pruszyńska ( http://www.justynapruszynska.pl/) , którą z tego miejsca pozdrawiam!

Foto by Time to Wedding
Foto by Time to Wedding
Foto by Justyna Pruszyńska

Następny weekend rozpocząłem od wesela Marty i Michała, na którym spotkałem mojego przyjaciela fotografa Sebastiana Burakowskiego ( http://www.sebastianburakowski.pl/ ) Marta i Michał to urodzeni modele, zobaczcie sami poniżej ich fotkę 😊 Maja i Przemek to moja kolejna para, o której nie mogę nie wspomnieć. Świetne wesele, które zakończyło się setem prosto z Ibizy!

Foto by Sebastian Burakowski

Kolejne czerwcowe pary młode: Ola i Piotrek oraz Paulina i Grzesiek trafiły na jedne z największych czerwcowych upałów, ale daliśmy radę! U Asi i Dawida było już ciut chłodniej, ale atmosfera na parkiecie była iście gorąca! Tam spotkałem mojego ulubionego fotografa Michała Orłowskiego ( https://michalorlowski.com/) , którego fotografie z Hotelu Jakubus ( https://www.jakubus.pl/) , możecie obejrzeć poniżej.

Końcówka miesiąca przyniosła powrót do Hotelu Wodnik, na którym bawili się Goście Kornelii i Sebastiana. Podczas tego wesela miałem przyjemność grać je na zmianę z zespołem i było to całkiem ciekawe i przyjemne doświadczenie. Następnie udałem się ponownie do Szczawna Zdrój, aby poprowadzić wesele Pauliny i Mariusza. Było faaajnie!

Foto by Michał Orłowski
Foto by Michał Orłowski

Lipiec

Ten wakacyjny miesiąc rozpocząłem weselem Marty i Marcina w okolicach Lubina. Potem przeniosłem się do wielkopolski, aby być razem z Asią i Jamie. To wesele przerosło moje oczekiwania. Atmosfera była wzorcowa, Goście bawili się do upadłego, zarówno z Polski, Anglii jak i całego świata. Były występy wokalne, tańce na głośniku i inne dziwne wygibasy 😊 W połowie lipca udało nam się rodzinnie wyrwać na kila dni na Majorkę. Jak zwykle było pięknie i znów mogłem naładować baterie na kolejne wesela. Po powrocie, pozostałem w klimacie latino, ponieważ czekała na mnie polsko – hiszpańska świta Gości Anny i Jorge. No i było bombowo! Fotkę Natalii Kołodziej (https://nataliakolodziejfotografia.com.pl/) z tej hiszpańskiej „inkwizycji” zobaczycie poniżej. Następnie potwistowałem na parkiecie u Judyty i Piotra i można powiedzieć, że lipiec dobiegł końca 😊

Foto by Natalia Kołodziej
Majorka 2019

Sierpień

Sierpień to najbardziej intensywny miesiąc w roku. Przynamniej dla mnie. Wrotki odpaliłem podczas wesela Asi i Andrzeja. Był mega czad! Następnego dnia nie było wcale gorzej u Martyny i Miłosza, w jednej z moich ulubionych sal weselnych, czyli w Restauracja Manufaktura.( http://restauracja-manufaktura.pl/) Następnie miałem przyjemność poprowadzić branżowe wesele u DJ’a Maćka ( https://plusdzwiek.pl/ ) , który poślubił Martę. Kolejną Martę witałem już następnego dnia, tym razem została ona żoną Damiana 😊 Z tamtego wesela, została mi pamiątka w postaci video klipu, który możecie obejrzeć tutaj: https://youtu.be/wPSK03hqy2Q

Następnie zagościłem u Klaudii i Kacpra, Kasi i Christophera i u Ani i Jacka. Potem nastąpił „długo odganiany” ból pleców, podczas którego musiałem odpocząć kilka dni. Mówiłem przecież, że sierpień jest najbardziej intensywnym miesiącem, prawda? 😊

Amerykański sen Magdaleny i Michaela w Pałacu Tłokinia ( https://www.palac-tlokinia.pl/) fotografowała Kasia z Malachite Meadow. ( http://ma-me.pl/) Było zaiste bardzo amerykańsko! Uwielbiam takie klimaty! A już podczas kolejnego wesela u Klaudii i Kamila, spotkało mnie jedno z najmilszych przeżyć sezonu 2019. Poczułem się jak w rodzinie… naprawdę…tego wesela nigdy nie zapomnę!

I cóż…kolejna Martyna na ślubnym kobiercu, żona Alexa. Ich miłość mogłem obserwować w przepięknym Folwarku Wąsowo ( http://folwarkwasowo.pl/) , a towarzyszył mi nietuzinkowy i mega fajny duet Bajkowych Ślubów ( https://bajkowesluby.pl/) Zobaczcie sami poniżej. Potem Martyna i Alex zadzwonili do mnie, dziękując za świetnie wykonaną pracę i był to mój pierwszy telefon w życiu z podziękowaniami, co mnie ogromnie zaskoczyło i wzruszyło. Do tej pory takie podziękowania miały miejsce mailowo lub w ramach recenzji na fanpage. Polecam jednak wersję telefoniczną! Chwilę potem towarzyszyłem Weronice i Bartkowi podczas ich pierwszego tańca do melodii Andrea Bocelli i Eda Sheerana, który uważam za wspaniały utwór na taką właśnie okazję. Posłuchajcie sami: https://www.youtube.com/watch?v=CZeciQCNU4c

Foto by Malachite Meadow
Foto by Bajkowe Śluby

                                                                                              

Wrzesień

Magdalena i Kamil to para, z którą na początku września miałem przyjemność obcować w okolicy Krakowa. Naprawdę bardzo mili ludzie. Zawsze jak jestem w Małopolsce, to stwierdzam, że Goście z tamtego rejonu Polski jakoś tak mile na mnie reagują 😊

Szybki powrót do Wrocławia i już jestem w mojej ulubionej Restauracji Aroma( http://www.aroma.wroc.pl/ ) na weselu u Ani i Michała. No i szacun dla nich i ich Gości. Nie zabrakło breakdance, harlem shake i innych wariactw, które kocham!

Kolejno widzę się z Olą i Markiem w pięknym Mojeszu. Tam spotykam mojego kumpla od foto, Bernarda ( https://bernardletowski.pl/) , którego prace z tego wesela możecie obejrzeć poniżej.

Kolejny weekend otwieram weselem Klaudii i Adama w pięknej Wiśle. Jest miło, rodzinnie, jest zabawnie. Na horyzoncie widzę już kolejne wesele Kasi i Filipa i znów w okolicy Krakowa! Oklaski na stojąco dla mojej osoby od wszystkich Gości, kończą ten wspaniały wieczór.

Foto by Bernard Łętowski
Foto by Bernard Łętowski

Październik

Październikowe harce rozpoczynam od wesela Kasii i Pawła. Teledysk z tego wesela możecie obejrzeć pod linkiem: https://youtu.be/BHJ58j1ax9I

Jest już trochę luźniej, mam więc czas zająć się też innymi tematami i nawet wpaść na urodziny moich przyjaciół. Udaje się wziąć udział w imprezie charytatywnej w pięknej Ceglarnii ( https://www.ceglarnia.com/) , w której pomagaliśmy DJ Jackowi Popowskiemu z Torunia, który niestety dostał udaru i wraca do zdrowia.

Ania i Damian to kolejna młoda para, której stanąłem na drodze….do poprowadzenia ich wspaniałego wesela. Ich pierwszy taniec ogarniała nasza maszyna do ciężkiego dymu, a ekipie Fotogru ( http://fotografia.fotogru.pl/) udało się to nakręcić. Zobaczcie sami: https://youtu.be/w4OkHMGMfmI

Pałac Brunów ( http://www.brunow.pl/pl ) to miejsce, w którym jestem co najmniej trzykrotnie w sezonie weselnym i mimo, ze nie wspominałem o nim wcześniej, to właśnie mój trzeci raz w tym miejscu zdarza się podczas wesela Karoliny i Marka. Była wówczas moc! Było Prodigy i był Fisher!

Między weselami udaje nam się zrealizować aż dwa wypady! Pierwszy z DJ Jegomość i DJ Refresh ( https://www.djrefresh.pl/ ) to nasza szalona podróż do Budapesztu. Co za miasto, co za ludzie, co za kluby! Polecam odwiedzić jak najprędzej. Następnie już rodzinnie udajemy się do Portimao, portugalskiego i słonecznego miasteczka nad oceanem.

Szalona końcówka października to jeszcze wesele Asi i Łukasza, które również miało swoje szalone momenty 🙂

Foto by Krzysztof Krzemiński (Budapeszt)
Portimao, Portugalia

Listopad              

Nie ma to tamto, w listopad wkroczyłem z przytupem. Najpierw cudowna impreza Anety i Adama, a następnie Patrycji i Łukasza. Ten weekend opisałem dokładnie na moim fanpage, ponieważ działy się rzeczy n i e s a m o w i t e. Podaję link do niego, gdybyście byli ciekawi tych zbiegów okoliczności. (https://www.facebook.com/djglosny/posts/2392733784187305) W połowie miesiąca znalazłem się w miejscu, gdzie serwują najlepsze jedzenie w Wielkopolsce, czyli w Bagatelce ( http://bagatelka.info/) . Tam totalnie odjechane wesele organizowała Basia z Krzyśkiem. Oj działo się! I ostatnie jesienne wesele miało miejsce w okolicach Wrocławia, na którym bawiliśmy się świetnie z Angeliką i Patrykiem.

Wraz z DJ Jegomość zorganizowaliśmy również kolejną edycję naszego szkolenia dla djów, a nawet dwa takie wydarzenia. Przyjechało ponad 180 djów z całej Polski posłuchać naszych sposobów na prowadzenie swojej firmy! Czujecie to? Ja dalej nie mogę w to uwierzyć…

Foto by Sebastian Burakowski

Grudzień

Grudzień to czas imprez firmowych, Christmas Party i takich tam. Ja poświęcam ten czas jednak na zupełnie inne rzeczy. Rodzina, kino, spacery z psem, Święta, no i kilka wesel oczywiście 😊 Jednakże, nie mogło mnie zabraknąć na wspaniałej Wigilii branżowej, organizowanej w klimatycznym Złotym Jarze ( http://zlotyjar.pl/), gdzie miałem szansę spotkać i pogadać z moimi kolegami i przyjaciółmi z branży ślubnej. Wspaniale spędzony czas!

U Kasi i Maćka na weselu był pierwszy taniec i tort, a potem nie było już tradycyjnych elementów. Nie było zabaw, oczepin, podziękowań dla rodziców, ale ekipa była na medal i zajmowała cały czas parkiet! No i w grudniu spełniam swoje marzenie… 31 grudnia prowadzę wesele Ani i Dawida. Tak, wesele, a nie zabawę sylwestrową! Czy to nie cudowne?

Wybaczcie, że nie wspomniałem Wam o kilkudziesięciu innych realizacjach weselnych poprowadzonych w ramach Głośny Wedding Team, przez DJów Piotra, Piotrka, Adriana, Kamila, Adama, Przemka i Daniela. Myślę, że mi to wybaczycie 😊

Wigilia branżowa w Złotym Jarze
Foto by Paulina Pietraszkiewicz

Wszystkim życzę szczęśliwego Nowego Roku i do zobaczenia wkrótce!  

Wiosna i lato to piękny czas, wszyscy wyczekujemy słońca i cieplejszych dni. A kiedy już cieplejsze w teorii pory roku nastaną, to wieje, pada i w ogóle ciężko przewidzieć, jaka będzie pogoda za następne 4 godziny.

Bardzo polecam zimowe śluby i wesela z kilku istotnych powodów moi drodzy. Po pierwsze pogoda jest mocno przewidywalna i wiadomo, że trzeba się cieplej ubrać ? Po drugie  – łatwiej ogrzać salę, niż ją oziębić ?

Ale tak naprawdę, to macie jedną, niepowtarzalną szansę zorganizować swój najpiękniejszy  dzień w wymarzonym miejscu. Macie okazję zatrudnić specjalistów od foto, kamery, muzyki, makijażu itp. ,z którymi chcecie współpracować w pierwszej kolejności. Możecie planować bez pośpiechu, delektować się każdą chwilą spędzoną razem z drugą połówką na dopieszczaniu wizji tego najważniejszego dnia. To istotne argumenty, nieprawdaż? ?

A teraz powiem wam, jak to wygląda od środka. Każde wesele, które miałem okazję poprowadzić w zimie, charakteryzowało się większym luzem biesiadników, swobodnym podejściem Pary Młodej do wielu „tradycyjnych” obyczajów weselnych. Inny słowy: nie zauważyłem żadnego stresu, dominowała atmosfera przyjaźni i współpracy, a energia na parkiecie była niesamowita!

Dziś o bardzo popularnym zwrocie, który brzmi w djskiej głowie jak echo i nie da się go stamtąd wykurzyć 🙂

Słuchajcie – na weselu spotykają się dwie rodziny. Przekrój wiekowy od 2 do 90 lat. Załóżmy, że plan jest taki, że każdy przyszedł potańczyć i to najlepiej przy muzyce, która jest mu bliska. Realizuję ten plan od A do Z, budując w „głowie” bloki muzyczne…a tu nagle wpada wujek Staszek i mówi: „Panie, zagraj Pan coś fajnego!”. Staję jak wryty, już wiem, że ciężko będzie spełnić oczekiwania wujka Staszka. Nie odpuszczam jednak i dopytuję: „Ok, ale co Pan ma dokładnie na myśli?”

„No nie wiem, coś fajnego” – odpowiada Pan Stanisław.

Sprawa wydaje się trudna do zrealizowania, bo nie posuwamy się ani centymetr do przodu. A człowiek stoi nade mną i nie daje za wygraną…

W braci djskiej bardzo popularne są „parawany”, to coś takiego jak na plaży w Pobierowie, tylko, że trafia się na weselach. Myślę sobie wtedy…”trza było kupić taki parawan, to i wujek Staszek nie miałby dostępu do mnie”. No nic, parawanu nie mam, także muszę znaleźć inne rozwiązanie…

Dobra, przechodzę do rundy nr 2. „Proszę Pana, może Biełyje Rozy albo Acapulco?”

„Nie, nie o to mi chodziło”. Jako, że zbliża się koniec bloku muzycznego, za chwilę zostanie wydana ciepła kolacja, mam coraz mniej czasu, aby zaspokoić oczekiwania mojego Gościa.

„Może coś z disco polo?”

„Tak, tak, to jest fajne”.

Jestem więc w połowie drogi. Właśnie gram „Hit the road Jack”, także muszę się jakoś przetasować z klimatem.

„To kiedy Pan to zagra?” – pada pytanie.

„Wie Pan –teraz będzie kolacja, jestem zmuszony do zrobienia przerwy. Także, po przerwie.”

„A teraz nie może być?”

Z doświadczenia wiem, że moje wszelakie argumenty nie mają sensu w tym momencie, więc mimo obiecanej Pani Manager Sali przerwy, decyduję się na wydłużenie bloku muzycznego. Pani Manager spala mnie wzrokiem Bazyliszka 🙂

1,2,3 i jest! W końcu gram ten fajny utwór…ale zaraz, zaraz, gdzie Pan Staszek? Pali fajkę na dworze? O nie, tylko nie to!

Wesołych Świąt Kochani!

Dla Par Młodych to jeden z ważniejszych punktów koordynacji całego wesela – mianowicie ustalanie menu. Są takie lokale, które proponują dane dania i nie są skore do przygotowania czegoś nowego, ale coraz częściej można trafić na restauracje, które gotowe są do przyrządzenia potraw, chodzących po naszej głowie 🙂

No właśnie, czy warto kombinować? Postawić na standardowego schabowego w panierce czy może na tagiatelle z krewetkami? Jak zwykle nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, aczkolwiek lepiej zaskoczyć Gości jednym niestandardowym daniem niż całą paletą śródziemnomorskich wykwintności 🙂

Z punktu widzenia DJ’a, który raz lub dwa razy w tygodniu smakoszy weselne menu, perspektywa zjedzenia schabowego w panierce jest daleka od zrealizowania. Zdecydowanie rozgląda się on za czymś mniej tradycyjnym, aby zniwelować częstotliwość zajadania owego schaboszczaka 🙂

Znam lokale, w których można zjeść wyjątkowo smacznie, bez panierkowo, zdrowo, ale także lekko. Chodzące majonezy w 30 stopniowym upale nie budzą mojego zaufania i unikam ich jak ognia.

Prowadziłem również wesela, gdzie Para Młoda zdecydowała się na całkowitą rezygnację ze typowego weselnego menu i na stołach znalazły się kalmary, tagiatelle z krewetkami, burgery, pizza i lasagne. Czy takie menu sprawdziło się? Jak myślicie?

Pogrzebałem ostatnio w archiwum, aby Wam zaprezentować jakie to utwory były wybierane przez moje Pary Młode do pierwszego tańca. To tylko ułamek z całości, aby post nie był za długi Zdarza się również, że jestem pytany o moje sugestie, dlatego też prezentuję moje zdecydowane TOP 5. Może kiedyś ktoś wybierze Lista 50 utworów wybieranych na pierwszy taniec przez moich Klientów:

  1. Seal – Kiss from a rose
  2. Leonard cohen – Dance to the end of love
  3. Ben E. King – Stand by me
  4. Eva Cassidy – Songbird
  5. Louis Armstrong – What a wonderfull world
  6. Ben Folds – The luckiest
  7. Bolter –Daj mi tę noc
  8. Happysad – Taką wodą być
  9. Ella Fitzgerald – Cheek to Cheek
  10. Bing Crosby – Once and for Always
  11. Bob Marley – Is this Love
  12. Big Bad Voodoo Daddy – Still in love with you
  13. Ed Sheeran –Little things
  14. Elton John – Can you feel tonight?
  15. Czerwone Gitry – Niebo z moich stron
  16. Hellebilles – Det finaste eg vei
  17. Michael Jackson – I can’t stop loving you
  18. Norah Jones – Come away with me
  19. Haudegen – Wir
  20. The Weeknd – Earned it
  21. Shostakovic – Second Waltz
  22. Grzegorz Hyży – Na chwilę
  23. Bryan Adams – Everything i do
  24. Whitesnake – Is this love
  25. Jason Mraz – I won’t give up
  26. Queen – These Are The Days Of Our Lives
  27. Peter Gabriel – Book of love
  28. Lean Rimes – Some say love
  29. Faith Hill – There you will be
  30. Christina Perri – A thousend years
  31. Beata Bartelik – Sen na pogodne dni
  32. Frank Sinatra – Moon River
  33. Aerosmith – I don’t want to miss a thing
  34. Mariah Carey ft. Luther Vandross – Endless Love
  35. Robert Chojnacki – I love you do bólu
  36. Robbie Williams – You Know Me
  37. Adele – Make you feel my love
  38. Elan – Voda co ma drzi nad vodou
  39. Leone lewis – First time I saw ever your face
  40. Yo La Tengo – My Little Corner of the World
  41. Robbie Williams & Nicole Kidman – Something stupid
  42. Go go dolls – Iris
  43. Pharrell Williams- Happy
  44. Starship – Nothing gonna stop us now”
  45. Jessie Ware – Wildest Moments
  46. Muse – Can’t take my eyes off you
  47. Elvis Presley – Always on my mind
  48. Michael Buble – Sway
  49. Dana Glover – It is you
  50. Walc z nocy i dni

A teraz moje TOP 5

  1. Depeche mode – Somebody
  2. Jennifer Lopez, Marc Anthony – No me ames
  3. Gary Berlow – Forever love
  4. Joe Cocker – You are so beautiful
  5. Doris Day – Dream a little dream of me

Na swoim weselu tańczyliśmy do utworu No me Ames.

A Wy jaką piosenkę wybraliście?

Każdy z nas marzy o ślubie idealnym i prawie każdy ma pomysł na organizację tego najważniejszego dnia w życiu. Wybieracie salę, kolor przewodni, dekoracje i tym podobne rzeczy. Wiele z Was decyduje się na ślub w stylu rustykalnym, boho czy glamour.

Codziennie przeglądam setki zdjęć na różnych portalach z tych pięknych przyjęć, ale nigdzie nie mogę znaleźć zdjęć DJ’a z takiej klimatycznej imprezy. Powód? DJ ze swoimi kabelkami i świecidełkami nie wpasowuje się w charakter Waszego wybranego stylu, więc aby nie psuć wartości wizualnej, zdjęcia muzykanta i jego stanowiska są pomijane. Nasuwa się pytanie, czy tak zawsze musi być? ☺

Ciężko wymagać, aby Wasz DJ oprawił kolumny w drewniane skrzynki, a zamiast świateł używał żarówkowej girlandy ☺. Istnieją jednak możliwości w komponowania się w klimat Waszego przyjęcia.

Oto one:

  • DJ posiadający swój własny, spersonalizowany stół jest w stanie ukryć wszystkie kable, aby nie naruszały one estetyki Waszych oczu. Jeżeli nie ma takiego stołu, może doposażyć się w parawan, osłaniający jego stanowisko. Takie parawany wcale nie muszą być plastikowe. Na specjalne zamówienie, DJ może zamówić parawan wykonany na przykład z desek.
  • DJ, który posiada przemyślane oświetlenie, a nie każde świecidełko z innej parafii oraz potrafi posługiwać się protokołem DMX, jest w stanie dopasować swój zestaw oświetleniowy do warunków panujących na sali. Może użyć jednego koloru, tworzyć nastrój używając dimmera (ściemniacz świateł), czy wyróżniać odpowiednie osoby w trakcie przemówień czy podziękowań, posługując się światłem punktowym.
  • Nie wszystkie gadżety i rekwizyty DJ’a muszą być jaskrawymi perukami lub różowymi okularami. Nie ma większego problemu w tym, aby doposażyć się w zdecydowanie bardziej trwałe drewniane gadżety (np. tabliczki On i Ona czy drewniane usta i okulary na patyku, znane dotąd w wersji papierowej lub tekturowej przy okazji fotobudkowych szaleństw).
  • Nie każdy DJ czy wodzirej musi nosić cekinową marynarkę czy garnitur z poliestru. Jest to jednak kwestia indywidualna i ma związek z poczuciem estetyki. A to się ma lub tego po prostu się nie ma ☺ Na pewno inwestycja w kilka markowych garniturów nie zaszkodzi ☺

Na swojej drodze spotkacie DJ’ów ściśle określonych w danej stylistyce, którzy realizują swój „program” podczas przyjęcia weselnego i nie za bardzo macie na to wpływ.

Możecie również skorzystać z moich usług, a na pewno podejdę elastycznie do Waszych wymagań.

Kiedy na początku tego roku zadzwoniła do mnie zaprzyjaźniona agencja ślubna z pytaniem, czy mam termin wolny za 7 dni, to trochę nie dowierzałem temu co słyszę. Jak to? Kto w ogóle normalny organizuje wszystkie elementy wesela tydzień przed planowaną datą? Wówczas, okazało się, że jednak nie mówimy o „normalnym” ślubie i weselu. Dowiedziałem się, że chodzi o jakiś nowy program telewizyjny, a Para Młoda pozna się w Urzędzie Stanu Cywilnego. Co pytam? Żarty jakieś?

Nie zastanawiałem się długo, bo skoro termin mam wolny, to czy to dla telewizji czy nie, zarabiać pieniążki trzeba :)

Imiona Państwa Młodych poznałem 2 godziny przed ich przybyciem na salę weselną. Byłem już mniej więcej obeznany, co to za program i wiedziałem, że czeka mnie ciężkie zadanie. Bo przecież ONI się nie znają, może nie przypadną sobie do gustu, nie będą myśleli o zabawie, tylko o przetrwaniu i opuszczeniu tego lokalu jak najszybciej…..Im bliżej ich wejścia na salę, tym miałem więcej wątpliwości.

Pocieszające jednak było to, że osoby zatrudnione do organizacji tego wesela to profesjonaliści pełną parą. Zarówno JS Konsultanci Ślubni, Glamour, Marcin Oliva Soto, Niezapominajka to gwarancja udanego wesela, więc i tym razem nie mogło być inaczej!

Idą! – dostaję cynk od Justyny. Gram Marsz Mendelsona, witam wszystkich Gości, jeszcze raz spoglądam na zapisane 3 godziny wcześniej imiona Młodej Pary i witam Ewę i Darka. Uff, na szczęście nie pomyliłem się :)

W wolnej chwili ustalam z Ewą kwestię pierwszego tańca. Jasne, nic nie mają wybrane, no bo niby kiedy mieli się nad tym zastanowić? Ewa wspomina, aby był to krótki lecz piękny utwór. Od razu do głowy przychodzi mi Louis Armstrong – What a wonderful world, co zostaje przyjęte z entuzjazmem.

A potem? Pierwszy blok muzyczny, Goście bawią się jak na standardowym weselu. Robimy tylko częstsze i dłuższe przerwy, okraszone ciszą, ponieważ w każdej z nich,  trwają wywiady z uczestnikami imprezy.

Parkiet zapełnia się szybko za sprawą znajomych i przyjaciół Ewy, trenujących kizombę i bachatę. Kilka gorących rytmów, a oni bawią się na całego!

Obserwuję Młodą Parę i jestem pod wrażeniem ich dopasowania, wzajemnej ciekawości, zaangażowania w ten wieczór. Zachowują się jakby znali się od dawna. Wszyscy im kibicowaliśmy tego wieczoru, z nadzieją, że ich związek przetrwa. I mimo tego, że nie wiem tego do dziś, nie widzę innej możliwości, bo miłość wisiała w powietrzu!!!

A Wy jak myślicie?

No właśnie, czy takie zagrożenia są? Ano są, i to spore. I nie mówię tu o dziurze w podłodze czy padającym deszczu :)

Co tam na Was czyha za rogiem? :)

  1. Fotograf – drogie koleżanki i koledzy z branży nie obraźcie się, ale wyciąganie Pary Młodej w trakcie wesela na sesję na „5 minut” jak to mówicie, zawsze trwa 45 minut. Najczęściej z Parą Młodą znika połowa Gości i wówczas zaczyna się dezorganizacja :) Towarzystwo się rozłazi, nie ma komu zwołać wszystkich z powrotem do środka…
  2. Taras, ławeczka – to ulubione miejsce miejsce przyjaciół Pana Młodego, zwłaszcza po 22:00. Pan Młody także ulega pokusom tarasowemu obrzędowi i znika….
  3. Niedziałająca klimatyzacja – fajnie, że klima jest w lokalu, ale ktoś wcześniej z Was sprawdził jej wydajność? Rzadko która klimatyzacja przy 100 osobach daje sobie radę. Czasami bywa tak, że AKURAT tego dnia nie działa…wówczas Wasi Goście będą znikać jak szpieg z krainy deszczowców w czeluściach nocy…
  4. Złośliwy wujek – gdybym nie prowadził tylu wesel, to bym w to nie uwierzył, ale naprawdę są tacy Goście, którzy przyjdą na Wasze wesele tylko po to, aby Wam popsuć ten dzień. Oczywiście nie możecie tego przewidzieć, ale pomyślcie, czy nie ma u Was w rodzinie kogoś, kto jest obecnie obrażony na Was lub Waszych rodziców, kto może pałać zemstą. Myślicie, że to dobry czas na przełamanie relacji? Otóż nie, po spożytym alkoholu, waśnie i niesnaski tylko powiększą swoją skalę.
  5. Przemowy w nieojczystym języku – w trakcie wesel międzynarodowych, jednym z punktów wesela są przemowy ojców, świadków itd. Bywa tak, że angielski świadek podejmuje wyzwanie i przemawia w języku polskim, bo ktoś mu fonetycznie napisał jak to ma brzmieć,  lub ojciec polskiej panny młodej decyduje się prawić do Gości po angielsku, mimo tego, że zna ten język tylko ze słyszenia. Nie idźcie tą drogą, skutki bywają opłakane. Nikt tego nie zrozumie, ani polska, ani zagraniczna strona, a pan młody najczęściej staje się „nice gay” zamiast „nice guy” :)
  6. Dodatkowe atrakcje – jeżeli na Waszym weselu ma się odbyć pokaz taneczny lub fajerwerków, skorzystajcie naprawdę z profesjonalistów. Charcząca muzyka z głośnika przy pokazie sztucznych ogni lub potykająca się o własne nogi tancerka na pewno pozostanie w pamięci wszystkich Gości. Ale chyba nie o takie zapamiętanie chodzi…
  7. Pierwszy taniec – jeżeli macie wyćwiczony układ, to pamiętajcie, że był on praktykowany w jeansach, a nie w sukni ślubnej. To co na próbie było łatwym krokiem, w warunkach weselnych może się okazać figurą nie do ukazania szerszej publiczności. A szkoda byłoby sobie popsuć humor już na samym początku.
  8. Latanie – jeżeli wyobrażacie sobie, że na własnym weselu odetchniecie i będzie to uwieńczenie wszystkich tych przygotowań, to niestety jesteście w błędzie. Co chwilę będzie do Was ktoś podchodził i szeptał Wam coś do ucha, Wy będzie również „latać” po całej Sali i zagadywać swoich Gości ich wrażenia. DJ będzie Was cały czas zachęcał do pobytu na parkiecie, a Mama pytała się czemu tak mało jesz  :) Jeżeli chcecie tego uniknąć, już ZAWCZASU przemyślcie koncepcję wesela. Może warto wprowadzić elementy znane z angielskich wesel? Gdzie panuje luz, gdzie mamy do czynienia z reception hour, gdzie nie ma takiej spiny i wywierania presji na przebywanie na parkiecie przez 11 godzin i jedzenia co dwie godziny?
  9. Szefowa lokalu – to spore niebezpieczeństwo czyhające na Was, o którym nie mogę nie wspomnieć. Szefowa zazwyczaj jest jedna i jest nieomylna. Znaczy to też, że nikt z obsługi nic nie wie, wie tylko Szefowa. Bywa tak, że Szefowa jest trudno namierzalna i wówczas klops. Nie da rady już nic zmienić, ustalić ponownie. Musi być tak jak Szefowa wcześniej zdecydowała. Dlatego spytajcie przed weselem, czy Szefowa będzie cały czas w trakcie przyjęcia, abyście mogli cokolwiek jeszcze dograć.
  10. Wasze zmęczenie – czeka Was praktycznie 20 godzin wyeksplatowania. W dniu ślubu obudzicie się zapewne wcześniej niż zwykle, bo jeszcze 100 spraw do załatwienia, no i jeszcze to podekscytowanie. Mimo Waszej pełnej energii o 7:00 rano, dobrym samopoczuciu o 16:00 w Kościele, może się okazać, że o 21:00 to już chętnie byście się ewakuowali. A tu jeszcze tyle godzin zostało. Zróbcie co w Waszej mocy, aby tego dnia mieć jak najmniej na głowie, wykorzystajcie świadków, rodzinę, każdego kto się nawinie, abyście mieli jak najwięcej sił i energii na Waszym przyjęciu.

Które z powyższych 10 niebezpieczeństw Was dopadło? A może jeszcze coś innego się Wam przytrafiło? Śmiało piszcie, pomagajmy sobie nawzajem :)

Jednym z filarów mojej działalności jest prowadzenie wesel międzynarodowych, zarówno w języku angielskim, jak i niemieckim. Jestem byłym emigrantem, trochę świata zwiedziłem, pracowałem w zespołach złożonych z 30 nacji całego świata, grałem imprezy multi-kulti w Londynie, dlaczego więc nie wykorzystać tych doświadczeń na rodzimym rynku weselnym? Było to dla mnie wręcz naturalna kolej rzeczy :)

Wesela międzynarodowe prowadzi się trudniej niż takie standardowe. Między Gośćmi istnieje przecież bariera językowa, bywa, że są z zupełnie dwóch różnych kultur, a czasami nawet z kilku różnych „światów”. Wzajemna obserwacja, lekka niepewność, inne standardy określenia „dobrej zabawy” – tak to wygląda na początku. Dla polskiego biesiadnika synonimem dobrej zabawy jest spędzenie 8 godzin na parkiecie, często przy hitach disco polo. Dla przybyszy z zagranicy już same spędzenie kilku godzin w miłym towarzystwie przy stole lub ze szklanką whiskey przy barze, jest równoznaczne z dobrą zabawą.

Podczas wesel międzynarodowych, moim zadaniem, jest nagięcie zarówno jednej, jak i drugiej strony. W tym celu, oprócz dwujęzycznego prowadzenia wesela, przede wszystkim stawiamy na integrację. Trochę ruchu, wspólnej zabawy i już idzie z górki  :) Zamiast polskiej muzyki, międzynarodowe przeboje, a zamiast szklanki whiskey – wąsy na patyku i biegiem do fotobudki :)

Na szkockich weselach ćwiczymy sobie Strip the Willow, na irlandzkich uczymy się wyspiarskich podskoków itd., itd.

Bardzo szybko okazuje się, że pierwsze lody już stopniały i wówczas jedynie co pozostaje, to przekazanie Gościom pozytywnej energii i utrzymanie dynamiki wesela.

Zatem do zobaczenia na Waszym przyjęciu!