Coraz częściej słyszę od Par Młodych, że ci nie chcą zabaw na swoim weselu. Zadaję więc pytanie o powód takiej decyzji. Odpowiedź jest prawie zawsze taka sama: „nie lubimy tych wszystkich weselnych konkursów, kojarzą nam się nie najlepiej, ośmieszają Gości” No tak, wracam myślami w przeszłość i wspominam co ja widziałem kiedyś jako uczestnik wesela. I przypomina mi się wodzirej nazywający moją mamę „Rudą”, a także Pan Młody celujący ogórkiem na sznurku do słoika….Ale to na szczęście zdarza się coraz rzadziej. Zespoły, dje, wodzireje idą z duchem czasu. Nie wszyscy, ale jednak :)

Tak wcale być nie musi. Ja i wiele moich kolegów z branży stawia na zabawy w dobrym tonie, mające na celu integrację wszystkich Gości. Bardzo popularne są tańce animacyjne, wspólna nauka kroków, a na deser synchroniczny taniec :)

W swoim repertuarze mam blisko 20 przemyślanych zabaw. Niektóre to klasyki znane wszystkim, ale większość to naprawdę perełki, które opracowałem sam lub zmodyfikowałem w odpowiedni sposób.

Jeżeli jednak planujecie „urban wedding” i w ogóle nie interesują Was konkursy, to jak najbardziej jestem za nie wciskaniem Wam niczego. Ten dzień ma wyglądać, tak jak go sobie wymarzyliście, a dj, zespół, fotograf czy kamerzysta mają obowiązek zrobić wszystko aby pomóc zrealizować te marzenia!

Kolejną ważną rzeczą jest rozmieszczenie konkursów w czasie. Po co kumulować kilka konkursów na oczepiny i przez 90 minut „przynudzać” Gości? Celowo użyłem tego słowa, bo nawet najfajniejsze zabawy, które trwają za długo, znużą nawet najwytrwalszych. Okolice północy to najlepszy czas na zabawę, wówczas jest bardzo dobra energia wśród Gości – nie zabijmy jej więc przerostem formy nad treścią :)

Pamiętajcie również o zachowaniu umiaru podczas wyboru konkursów. Za dużo atrakcji, przerywników spowolni dynamikę Waszego przyjęcia. A Goście będą po prostu spragnieni muzyki i tańców!

A jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii? Podzielcie się opinią!

Nie wiem czy wiecie, ale na początku 2015 brałem udział w programie „Ugotowani”. To taka rozrywkowa produkcja, emitowana na kanale TVN (nasz odcinek w kwietniu 2015 roku), niby o gotowaniu, a bardziej o „obgadywaniu” :)

Gotować nie umiem, obgadywać nie lubię, więc skąd ten pomysł? Choć trudno sobie to wyobrazić, to producenci programu się do mnie zgłosili, a nie ja do nich. Odpowiedziałem, czemu nie i zostałem zasypany ogromną ilością pytań o jedzenie, pasje i zainteresowania. To było w 2014. Następnie przez 6 miesięcy była cisza. Ponownie się odezwali w okolicy października 2014 roku i wówczas przeszli do konkretów :) Kolejny casting miał się odbyć u mnie w domu i miałem przygotować potrawę. Żona nauczyła mnie robić sałatkę z rucoli i pomidorków koktajlowych i tym miałem podbić świat! Jakoś się udało, może dużo gadałem do kamery i stwierdzili, że się nadaję :) Oczywiście nurtowały mnie pytania, czy warto, jak sobie poradzę wśród pasjonatów gotowania, bo ja nim nawet nie byłem.. Ale postąpiłem jak zawsze: „raz kozie śmierć”. Chciałem przeżyć przygodę, zobaczyć jak to wygląda od środka…no i zależało mi, aby moje dzieciaki były ze mnie dumne.

Program kręcony był na początku  2015 roku. W międzyczasie połowa mojej rodziny ustaliła mi menu. Takie, co bym potrafił przyrządzić. Przeprowadziłem dwie próby wcześniej. O dziwo – nikt się nie otruł :)

Było trochę stresu, szczególnie w dniu, w którym była moja kolacja. Ale wszystko do opanowania – przecież co chwila gadam do ludzi przez mikrofon i trochę tego obycia mam :) Jedynym moim celem było nie obgadywanie innych uczestników i nie zaniżanie oceń. Po trupach do celu? – o nie, ja nie z takich. Wolę wypaść nijako i mieć szacunek dla samego siebie i pozostałych, niż robić kontrowersyjne show. Czy to było medialne? Pewnie nie, ale co mnie to obchodzi.

Ciekawy był finał kolacji u Igi. Byłem już totalnie zmęczony, a przede wszystkim przeziębiony. Starałem się trzymać fason i aktywnie uczestniczyć w rozmowach przy stole. Dodatkowo, tuż po finale, jechałem bezpośrednio do Zakopanego, prowadzić wesele….tempo zabójcze. A jak to w górach – wesele od 12:00 następnego dnia  i ja z gorączka…Ale to już zupełnie inna historia :)

Oglądaliście? Podzielcie się wrażeniami.

Z doświadczenia wiem, że jest to najbardziej stresujący moment w trakcie całego wesela. Tym bardziej, jeżeli jesteśmy nieśmiali, nie lubimy blasku fleszu, a z tańcem mamy tyle wspólnego, co kot napłakał.

Warto wówczas poświęcić kilka godzin na naukę tańca w szkole tanecznej. Po pierwsze, przyda nam się to do końca życia, a po drugie będziemy czuć się pewniej podczas naszego debiutu na Sali weselnej. Bywają jednak trudne przypadki, to znaczy takie,  w których żadna nauka nie przyniesie spodziewanego efektu. Co wówczas? Proponuję zrezygnować z tych wszystkich walców i zastosowanie tak zwanej bujanki :)  Bujanka może jest mało efektowna, ale potrafi ukazać prawdziwe uczucie, a przecież emocje są mega istotne na weselu. Taki taniec możemy również zakończyć wcześniej, po prostu zatańczyć go symbolicznie,  lub zaprosić wszystkich Gości do dołączenia się w trakcie.

Innymi rozwiązaniami mającymi na celu kamuflaż naszych niedoskonałości tanecznych, jest zastosowanie ciężkiego dymu, który odwróci uwagę od naszych kroków stawianych na parkiecie. Zdarzało mi się również wyświetlać prezentację zdjęć lub teledysk, do którego tańczyła Młoda Para, aby odwrócić uwagę zebranych. Ogólnie tego pomysłu nie polecam – już lepiej całkowicie zrezygnować z pierwszego tańca. No właśnie, czy to wypada? Czy można tak?

A czemu nie? Jeżeli na własnym weselu, ma Was boleć brzuch ze zdenerwowania, to jaki sens zaprzątać sobie głowę tym pierwszym tańcem? Możecie zaprosić profesjonalną parę taneczną, która wykona pokaz i oficjalnie rozpocznie część rozrywkową wesela. Możemy także rozpocząć wesele grą taneczną lub układem tanecznym, który zaangażuje wszystkich Gości do zabawy.

Gdy jednak podejmiecie decyzję, że Wasz pierwszy taniec będzie miał miejsce, weźcie proszę pod uwagę fakt, że inaczej się tańczy w jeansach na próbach, a inaczej w sukni ślubnej. I to, co wydawało się proste, w warunkach ślubnych, może takie już nie być :)

Życzę Wam, abyście nie musieli rozważać powyższych, a sobie życzę, aby każda moja Para Młoda z wielką chęcią i bezstresowo wykonywała piruety na parkiecie, nie tylko przy pierwszym tańcu, ale podczas całego wesela. Pozdrawiam!

Spośród setek imprez, które prowadziłem, wiele pozostało w mojej pamięci. Niektóre, nie ze względu na gorącą atmosferę na parkiecie, ale na przykład ze względu na upalną atmosferę w sali bez klimatyzacji :) Poniżej, mój subiektywny ranking imprez, które utkwiły w mej głowie głębiej niż pozostałe :) Miłego czytania!

Czytaj dalej

Skoro tu trafiłeś, to zapewne interesuje Ciebie cena za wynajęcie DJa na wesele. Jest ona podana w tym tekście, bez obaw… Być może zastanawiasz się też ile ważę kilogramów? 🙂 Zamiast myśleć na ten temat, zadzwoń lub napisz do mnie, a dowiesz się wszystkiego, a przede wszystkim dowiesz się, DLACZEGO tyle kosztuję, a nie mniej czy więcej. Zapraszam  Ciebie do lektury i kontaktu! (Tel. 725942280, mail: djglosny@gmail.com)

Różnica między chydrualikiem a hydrualikiem 🙂

Jadę sobie ostatnio samochodem, a obok mnie obklejony folią bus z wielkim napisem „usługi chydrualiczne”. Pomyślałem sobie: „byk jak cholera”, ale może swoje usługi wykonują rzetelnie. Sprawdzić nie sprawdziłem, ale jedno jest pewne: po pierwszym chydrauliku, zawsze może poprawić drugi hydraulik.

Zgoła inaczej sprawa wygląda z weselem. Oprócz zwyczajowych poprawin, nie będzie okazji do powtórki i naprawy błędów. A teraz do rzeczy:

Czytaj dalej

Atrakcje na weselu to zarówno wdzięczny, jak i niewdzięczny temat :) W zależności o jakich atrakcjach mówimy :) Moje oczy widziały już wiele rzeczy i pewne rzeczy bardziej mi się podobały, a inne mniej. Postaram się Wam przybliżyć wady i zalety poszczególnych rozwiązań.

  • 1. Barman i jego pokaz
  • 2. Fotobudka
  • 3. Ciężki dym do pierwszego tańca
  • 4. Dekoracyjne oświetlenie sali
  • 5. Pokaz fajerwerków
  • 6. Karaoke
  • 7. Pokazy tańca
  • 8. Animacje dla dzieci
  • 9. Pokazy iluzjonisty
  • 10. Saksofonicsta lub inny instrumentalista.

Czytaj dalej