Kulisy występu w „Ugotowanych”

Nie wiem czy wiecie, ale na początku 2015 brałem udział w programie „Ugotowani”. To taka rozrywkowa produkcja, emitowana na kanale TVN (nasz odcinek w kwietniu 2015 roku), niby o gotowaniu, a bardziej o „obgadywaniu” :)

Gotować nie umiem, obgadywać nie lubię, więc skąd ten pomysł? Choć trudno sobie to wyobrazić, to producenci programu się do mnie zgłosili, a nie ja do nich. Odpowiedziałem, czemu nie i zostałem zasypany ogromną ilością pytań o jedzenie, pasje i zainteresowania. To było w 2014. Następnie przez 6 miesięcy była cisza. Ponownie się odezwali w okolicy października 2014 roku i wówczas przeszli do konkretów :) Kolejny casting miał się odbyć u mnie w domu i miałem przygotować potrawę. Żona nauczyła mnie robić sałatkę z rucoli i pomidorków koktajlowych i tym miałem podbić świat! Jakoś się udało, może dużo gadałem do kamery i stwierdzili, że się nadaję :) Oczywiście nurtowały mnie pytania, czy warto, jak sobie poradzę wśród pasjonatów gotowania, bo ja nim nawet nie byłem.. Ale postąpiłem jak zawsze: „raz kozie śmierć”. Chciałem przeżyć przygodę, zobaczyć jak to wygląda od środka…no i zależało mi, aby moje dzieciaki były ze mnie dumne.

Program kręcony był na początku  2015 roku. W międzyczasie połowa mojej rodziny ustaliła mi menu. Takie, co bym potrafił przyrządzić. Przeprowadziłem dwie próby wcześniej. O dziwo – nikt się nie otruł :)

Było trochę stresu, szczególnie w dniu, w którym była moja kolacja. Ale wszystko do opanowania – przecież co chwila gadam do ludzi przez mikrofon i trochę tego obycia mam :) Jedynym moim celem było nie obgadywanie innych uczestników i nie zaniżanie oceń. Po trupach do celu? – o nie, ja nie z takich. Wolę wypaść nijako i mieć szacunek dla samego siebie i pozostałych, niż robić kontrowersyjne show. Czy to było medialne? Pewnie nie, ale co mnie to obchodzi.

Ciekawy był finał kolacji u Igi. Byłem już totalnie zmęczony, a przede wszystkim przeziębiony. Starałem się trzymać fason i aktywnie uczestniczyć w rozmowach przy stole. Dodatkowo, tuż po finale, jechałem bezpośrednio do Zakopanego, prowadzić wesele….tempo zabójcze. A jak to w górach – wesele od 12:00 następnego dnia  i ja z gorączka…Ale to już zupełnie inna historia :)

Oglądaliście? Podzielcie się wrażeniami.