Wpisy

Ślub i wesele zimą

Wiosna i lato to piękny czas, wszyscy wyczekujemy słońca i cieplejszych dni. A kiedy już cieplejsze w teorii pory roku nastaną, to wieje, pada i w ogóle ciężko przewidzieć, jaka będzie pogoda za następne 4 godziny.

Bardzo polecam zimowe śluby i wesela z kilku istotnych powodów moi drodzy. Po pierwsze pogoda jest mocno przewidywalna i wiadomo, że trzeba się cieplej ubrać 😊 Po drugie  – łatwiej ogrzać salę, niż ją oziębić 😊

Ale tak naprawdę, to macie jedną, niepowtarzalną szansę zorganizować swój najpiękniejszy  dzień w wymarzonym miejscu. Macie okazję zatrudnić specjalistów od foto, kamery, muzyki, makijażu itp. ,z którymi chcecie współpracować w pierwszej kolejności. Możecie planować bez pośpiechu, delektować się każdą chwilą spędzoną razem z drugą połówką na dopieszczaniu wizji tego najważniejszego dnia. To istotne argumenty, nieprawdaż? 😊

A teraz powiem wam, jak to wygląda od środka. Każde wesele, które miałem okazję poprowadzić w zimie, charakteryzowało się większym luzem biesiadników, swobodnym podejściem Pary Młodej do wielu „tradycyjnych” obyczajów weselnych. Inny słowy: nie zauważyłem żadnego stresu, dominowała atmosfera przyjaźni i współpracy, a energia na parkiecie była niesamowita!

„Zagraj Pan coś fajnego”

Dziś o bardzo popularnym zwrocie, który brzmi w djskiej głowie jak echo i nie da się go stamtąd wykurzyć 🙂

Słuchajcie – na weselu spotykają się dwie rodziny. Przekrój wiekowy od 2 do 90 lat. Załóżmy, że plan jest taki, że każdy przyszedł potańczyć i to najlepiej przy muzyce, która jest mu bliska. Realizuję ten plan od A do Z, budując w „głowie” bloki muzyczne…a tu nagle wpada wujek Staszek i mówi: „Panie, zagraj Pan coś fajnego!”. Staję jak wryty, już wiem, że ciężko będzie spełnić oczekiwania wujka Staszka. Nie odpuszczam jednak i dopytuję: „Ok, ale co Pan ma dokładnie na myśli?”

„No nie wiem, coś fajnego” – odpowiada Pan Stanisław.

Sprawa wydaje się trudna do zrealizowania, bo nie posuwamy się ani centymetr do przodu. A człowiek stoi nade mną i nie daje za wygraną…

W braci djskiej bardzo popularne są „parawany”, to coś takiego jak na plaży w Pobierowie, tylko, że trafia się na weselach. Myślę sobie wtedy…”trza było kupić taki parawan, to i wujek Staszek nie miałby dostępu do mnie”. No nic, parawanu nie mam, także muszę znaleźć inne rozwiązanie…

Dobra, przechodzę do rundy nr 2. „Proszę Pana, może Biełyje Rozy albo Acapulco?”

„Nie, nie o to mi chodziło”. Jako, że zbliża się koniec bloku muzycznego, za chwilę zostanie wydana ciepła kolacja, mam coraz mniej czasu, aby zaspokoić oczekiwania mojego Gościa.

„Może coś z disco polo?”

„Tak, tak, to jest fajne”.

Jestem więc w połowie drogi. Właśnie gram „Hit the road Jack”, także muszę się jakoś przetasować z klimatem.

„To kiedy Pan to zagra?” – pada pytanie.

„Wie Pan –teraz będzie kolacja, jestem zmuszony do zrobienia przerwy. Także, po przerwie.”

„A teraz nie może być?”

Z doświadczenia wiem, że moje wszelakie argumenty nie mają sensu w tym momencie, więc mimo obiecanej Pani Manager Sali przerwy, decyduję się na wydłużenie bloku muzycznego. Pani Manager spala mnie wzrokiem Bazyliszka 🙂

1,2,3 i jest! W końcu gram ten fajny utwór…ale zaraz, zaraz, gdzie Pan Staszek? Pali fajkę na dworze? O nie, tylko nie to!

Wesołych Świąt Kochani!